Epidemia koronawirusa obnażyła mechanizmy działające w światowej i polskiej służbie zdrowia. Mechanizmy, które w wielu przypadkach nie zdały egzaminu. Mechanizmy, które okazały się zbyt skostniałe, stare, zabierające dużo czasu w sytuacji, gdy trzeba działać szybko. W Polsce jeszcze dobitniej udowodniono niedofinansowanie, niedoszacowanie i niedocenianie samej służby zdrowia jak i jej pracowników – od lekarzy po pracowników obsługi technicznej.

Brak pieniędzy na wydatki związane z prawidłowym funkcjonowaniem służby zdrowia to już temat przerabiany i omawiany wiele, wiele razy przez wszystkich polityków – od prawa do lewa, a także przez samych zainteresowanych, czyli pracowników systemu opieki zdrowotnej. Także głośno mówią o tym sami pacjenci, którzy na co dzień borykają się z brakiem pomocy w cierpieniu. Pochylali się nad tym także eksperci, którzy nawołują do zwiększenia nakładów pieniężnych na ochronę zdrowia.

Za brakiem środków finansowych idzie kolejny problem, który się uwypuklił – brak personelu. Lekarze powyjeżdżali za granicę, pielęgniarki także lub pouciekali w prywatny biznes. Jest to duży problem, bo ci, którzy zostali muszą dodatkowymi godzinami łatać dziury w dyżurach. Zdarza się, że lekarze i pielęgniarki mają po 24 godziny pracy. Przemęczeni, zestresowani i zniechęceni popełniają błędy, są niemili dla współpracowników i pacjentów. Frustracja rośnie. Oczywiście nie w każdym człowieku, ale są przypadki, które potwierdzają tą teorię. W mediach znane są także tragiczne historie lekarzy, którzy nie przeżyli kolejnego wielogodzinnego dyżuru.

Do tego dochodzi praca na starym sprzęcie, limity na zabiegi, wizyty i operacje, a także na liczbę przyjęć pacjentów. Pandemia pokazała jeszcze coś. Polska służba zdrowia nie jest gotowa na tak duże wyzwanie jakim jest właśnie pandemia. Celowe spłaszczanie przez rząd liczby chorych poprzez wąską dystrybucję testów spowodowało to, że szpitale miały czas się przygotować. Gdyby jednak testy były obowiązkowe dla wszystkich, a ich wyniki zalałyby służbę zdrowia, liczba miejsc w szpitalach byłaby dalece niewystarczająca. Przypominało by to scenariusz włoski lub hiszpański. Albo było by jeszcze gorzej.

Lecz nie tylko brak pieniędzy można było dostrzec gołym okiem. Drugą wielką bolączką polskiej służby zdrowia jest biurokracja. Sterty „papierów” do wypełnienia, co chwilę inne systemy informatyczne i ciągłe raportowanie do jednostek nadrzędnych jest męczące i czasochłonne. Zamiast skupić się na pomocy chorym, lekarze wypisują rubryki, uzupełniają oświadczenia pacjentów. Wszelkie procedury, formalności, uzyskanie zgód i oświadczeń przed zabiegami czy podczas wizyt mogą przyprawić o zawroty głowy.